Grecki reset i niespodzianka w studiu. Powrót do czasów "Rodziny zastępczej"
Joanna Trzepiecińska pojawiła się w studiu "halo tu polsat", nie przeczuwając, że za chwilę obok niej zasiądzie Tomasz Dedek, toteż rozmowa naturalnie zeszła na temat wakacji. Aktorka przyznała, że reprezentuje podejście, w którym kluczem do pełnego relaksu jest przewidywalność i absolutny spokój. Jak zdradziła, od lat pozostaje wierna jednemu, sprawdzonemu miejscu. W tym roku swój grecki azyl odwiedziła już po raz jedenasty, celowo nie zdradza jednak dokładnej lokalizacji ukochanego miejsca, traktując ten zakątek Hellady jako niemal osobistą strefę, wolną od turystycznego zgiełku. Mimo że początkowo zastanawiała się nad sensem powracania w to samo miejsce, szybko doceniła moc rutyny - brak konieczności ciągłego organizowania czasu pozwala jej wejść w stan niemal całkowitego zawieszenia. To właśnie ten rodzaj wypoczynku Joanna uważa za najlepsze lekarstwo na trudy wymagającego zawodu, pozwalające z czystą głową podjąć kolejne wyzwania.
Powrót do zawodowych obowiązków stał się zaś pretekstem do rozmowy o aktualnych wyzwaniach, ale też do wspomnień o projekcie, który zapewnił aktorce niesłabnącą popularność. Trzepiecińska przez dziesięć lat kreowała postać przerysowanej, egzaltowanej Alutki w uwielbianej przez widzów "Rodzinie zastępczej" - jej ekranowym mężem był pragmatyczny Jędrula, w którego wcielał się Tomasz Dedek. Gdy aktorka opowiadała o tamtym okresie, na planie, w ramach niespodzianki, pojawił się sam zainteresowany.
Ich spotkanie od razu przywołało dawny klimat. Oboje bardzo ciepło wspominali lata spędzone na planie produkcyjnym, podkreślając znakomitą atmosferę, jaka panowała wśród całej ekipy. Praca u boku takich artystów jak Piotr Fronczewski czy Gabriela Kownacka przebiegała bezkonfliktowo, a komfort kręcenia wynikał w dużej mierze z tego, że nikt z zewnątrz nie ingerował w twórczy proces grupy. Dziś, po upływie lat, oboje wciąż spotykają się z ogromną sympatią publiczności, z uśmiechem przyjmując fakt, że dla wielu stanowią bardzo przyjemne wspomnienie.
"Wielką przyjemność sprawia mi, gdy ktoś podchodzi i mówi: »pani była osobą mojego dzieciństwa« [...]. Nasza praca ma komuś służyć, a jeśli się nas pamięta, to znaczy, że służyła dobrze", mówiła Trzepiecińska.
"Byliśmy w domach milionów ludzi przez dziesięć lat, tak że ciężko mieć do nich pretensje, że traktują nas bardzo osobiście i przyjacielsko", dodał Dedek.
Zapytana o możliwość wznowienia formatu, odtwórczyni roli Alutki wykluczyła przy tym udział w dosłownej kontynuacji, zwracając jednak uwagę na rynkowy deficyt wyrazistych ról dla dojrzałych kobiet z charakterem.
"Nie ma serialu, który pokazywałby postaci już starszych ludzi [...[, jakiejś babci-wariatki na przykład, nieco szalonej i trochę oderwanej od świata", przyznała.
Aktor i aktorka zgodnie zauważyli jednak, że wizja ukazująca losy ekscentrycznej Alutki zderzonej z realiami dojrzałego wieku i permanentnym brakiem finansów,mogłaby stanowić rewelacyjny wręcz materiał na scenariusz.
Od telewizji do teatru. Znany duet w krzywym zwierciadle miłosnych relacji
Miast czekać na ewentualny powrót, dawny serialowy duet można jednak podziwiać na żywo. Joanna Trzepiecińska i Tomasz Dedek ponownie spotkali się w pracy, tym razem przy okazji komediowego spektaklu zatytułowanego "Jak Zabłocki na mydle". Przedstawienie, wyreżyserowane przez Jerzego Hutka na podstawie sztuki Jacka Popplewella, opowiada o zderzeniu męskiego i kobiecego świata oraz o próbach przełamania codziennych, narzuconych przez społeczeństwo schematów.
Sztuka, choć w założeniu lekka i rozrywkowa, zmusza do refleksji nad utartymi wzorcami i możliwością zmiany dotychczasowego życia. Joanna podkreślała w rozmowie, że kobiety, a szczególnie aktorki, zyskują z wiekiem niesamowitą wręcz siłę, by mierzyć się z nieustanną oceną i bagażem życiowych doświadczeń.
Z refleksją na temat zawodowego i prywatnego dojrzewania w pełni zgodził się też jej sceniczny partner, odnosząc ów proces bezpośrednio do własnej kariery:
"To dotyczy także mężczyzn. Gdy patrzę na siebie z perspektywy pierwszych moich filmów czy seriali, mówię: »Co to jest?«. Dorastam", skwitował.
Ten punkt widzenia doskonale współgra z tematyką spektaklu. Dawny "zastępczy" duet przyznał także, że ponowne spotkanie na scenie było dla nich czystą przyjemnością, a świetne porozumienie, wypracowane jeszcze w czasach "Rodziny zastępczej", mocno ułatwiło im kreowanie zupełnie nowych, teatralnych ról.







