"Roma Symphonica" to dla Justyny Steczkowskiej projekt wyjątkowy. Jak przypomniała artystka, po raz pierwszy zaprezentowała go publiczności już dekadę temu, a dziś wraca do niego w nowej odsłonie. Współpraca z Bobanem Markoviciem rozpoczęła się od jego poszukiwań wokalistki, która potrafiłaby oddać ducha romskiej muzyki. "Kiedy usłyszał moje nagranie, powiedział, że tak, kolorowy głos i ma możliwości" - wspominała gwiazda. Efektem ich spotkania stało się widowisko pełne żywiołowych rytmów, tańca i emocji.
Steczkowska podkreśla, że "Roma Symphonica" to coś więcej niż koncert. Na scenie pojawia się romskie wesele, a wraz z nim cała gama uczuć - od miłości i namiętności po zdradę i tęsknotę. "Ja śpiewam, biegam, tańczę na stole" - mówiła z uśmiechem artystka, zwracając uwagę, że za efektownym show stoją miesiące pracy nad choreografią, kondycją fizyczną i kostiumami. Nieprzypadkowo do współpracy zaprosiła projektantkę Dianę Walkiewicz-Wójcik, bo - jak sama przyznała - sceniczny strój musi być nie tylko piękny, ale i funkcjonalny.
Podczas rozmowy nie zabrakło również bardziej osobistych refleksji. Zapytana o to, co powiedziałaby samej sobie sprzed lat, Steczkowska odpowiedziała: "Dałaś radę, dziewczynko". Wokalistka mówiła o zwątpieniu, ale też o przekonaniu, że każdy jest "architektem swojej rzeczywistości". Dziś zachęca przede wszystkim do życzliwości wobec samych siebie. "Lepiej się wspierać, lepiej kochać siebie" - podkreśliła, zapraszając jednocześnie fanów na sześć wyjątkowych koncertów "Roma Symphonica", które - jak zapowiedziała - po tym roku przejdą do historii.
